Piosenki, które uwielbiam :) oczywiście jest ich dużo więcej, ale kilka na początek serii :):)
Do tej cudownie mi sie tańczy :)
Niestety teledysk jest zablokowany, ale w wersji "na żywo" można posluchać tej wspaniałej piosenki Christiny. Ulubione słowa :
"everywhere we go
The sun will always shine
(...) we are beautiful no matter what they say
Yes, words won't bring us down
We are beautiful in every single way"
środa, 10 czerwca 2009
wtorek, 19 maja 2009
Z cyklu: znalezione w necie :)
Syndrom Starczego Braku Skupienia Uwagi /SSBSU/.
Przejawia się on następująco:
- Decyduję się na podlanie ogrodu.
- Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia.
- Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjęłam ze skrzynki.
- Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu.
- Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
- Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
- Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem.
- Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że
został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w gabinecie.
- Wchodzę do gabinetu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłam.
- Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
- Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku zwracam uwagę na kwiaty na parapecie wymagają podlania.
- Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałam od samego rana.
- Postanawiam, że lepiej będzie jeżeli je zaraz położę z powrotem na
biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
- Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
- Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać
telewizję będę znowu szukać pilota i nie przypomnę, że jest na stole kuchennym.
Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być. Ale najpierw podleję kwiaty.
- Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
- Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co ja właściwie chciałam zrobić.
Pod koniec dnia:
Ogród jest nie podlany
Samochód jest nie umyty
Rachunki są nie zapłacone
Puszka ciepłej Coca coli stoi na biurku
Kwiaty są suche
Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej
Nie mogę znaleźć pilota telewizyjnego
Nie mogę znaleźć moich okularów
I nie wiem co zrobiłam z kluczykami od samochodu
A kiedy zastanawiam się dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione jestem naprawdę zdumiona, bo wiem, że przez calutki dzień byłam bardzo zajęta i jestem rzeczywiście zmęczona.
Właściwie zamiast rozsyłać ten tekst powinnam robić coś innego.
Ale nie pamiętam, po co siadłam do kompa. :-)
Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi ! ;-))
Przejawia się on następująco:
- Decyduję się na podlanie ogrodu.
- Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia.
- Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjęłam ze skrzynki.
- Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu.
- Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
- Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
- Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem.
- Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że
został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w gabinecie.
- Wchodzę do gabinetu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłam.
- Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
- Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku zwracam uwagę na kwiaty na parapecie wymagają podlania.
- Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałam od samego rana.
- Postanawiam, że lepiej będzie jeżeli je zaraz położę z powrotem na
biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
- Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
- Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać
telewizję będę znowu szukać pilota i nie przypomnę, że jest na stole kuchennym.
Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być. Ale najpierw podleję kwiaty.
- Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
- Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co ja właściwie chciałam zrobić.
Pod koniec dnia:
Ogród jest nie podlany
Samochód jest nie umyty
Rachunki są nie zapłacone
Puszka ciepłej Coca coli stoi na biurku
Kwiaty są suche
Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej
Nie mogę znaleźć pilota telewizyjnego
Nie mogę znaleźć moich okularów
I nie wiem co zrobiłam z kluczykami od samochodu
A kiedy zastanawiam się dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione jestem naprawdę zdumiona, bo wiem, że przez calutki dzień byłam bardzo zajęta i jestem rzeczywiście zmęczona.
Właściwie zamiast rozsyłać ten tekst powinnam robić coś innego.
Ale nie pamiętam, po co siadłam do kompa. :-)
Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi ! ;-))
piątek, 17 kwietnia 2009
Spotkanie Kozubnik 16,04,09 oraz Wygiełzów 17,04,09
16,04,09 uczestniczyłam w mini spotkaniu FFS w Kozubniku oraz na drugi dzień w Wygiełzowie w skansenie. Przefajni ludzie, ciekawe miejscówki - czyli mile spędzony czas.
czwartek, 9 kwietnia 2009
poniedziałek, 9 marca 2009
Chiny cz.V - Longua Temple
Do Longua Temple czy też do oceanarium Patrycja, która miała wtedy niecałe 11 lat, traktowana była jako dorosła. Dzieci są dla Chińczyków do 1,4 wzrostu :D a Patrycja ma już 1,56.




















Ściana, której było mnóstwo karteczek i zdjęć umarłych osób. Za nich się modlono w świątyni i składano dary.




Ściana, której było mnóstwo karteczek i zdjęć umarłych osób. Za nich się modlono w świątyni i składano dary.
poniedziałek, 2 lutego 2009
Chiny cz.IV - metro i kilka ciekawostek
Pierwsza podróż metrem – pierwszy raz jechałyśmy oczywiście z dziećmi bez mężów. Jak nie ma z kim porozmawiać po angielsku, aby się cokolwiek dowiedzieć, to oznakowanie stacji jest po chińsku i po angielsku. Mimo dwóch przesiadek, podróż metrem w Szanghaju należy do przyjemnych i łatwych rzeczy ( no, chyba, że są godziny szczytu i trzeba stać, to wtedy mniej przyjemnie jest ;) )












Czasami się zdarzał taki widok – spodnie z rozcięciem. Jest to praktyczne rozwiązanie, gdyż można wysadzać dziecko bez konieczności zdejmowania spodni, ale nie gdy jest zimno!. A też się nam zdarzyło zobaczyć taki widok, jak było bardzo zimno :]

Pytanie o droge - dobrze, że mapę mielismy ze sobą:



Uliczne warsztaty naprawy rowerów, uliczne sklepiki – musieliśmy szybko przechodzić, bo smród był okropny :]




Sprzedaż owoców prosto z samochodu!

W cieplejsze dni – kurz to było utrapienie wszystkich!!




Pogawędka Panów na środku skrzyżowania – to się tylko w Chinach może zdarzyć ;)

Z dostawą towaru:


Potem zobaczyliśmy pagodę i Longua Temple, ale to w następnej części:)












Czasami się zdarzał taki widok – spodnie z rozcięciem. Jest to praktyczne rozwiązanie, gdyż można wysadzać dziecko bez konieczności zdejmowania spodni, ale nie gdy jest zimno!. A też się nam zdarzyło zobaczyć taki widok, jak było bardzo zimno :]

Pytanie o droge - dobrze, że mapę mielismy ze sobą:



Uliczne warsztaty naprawy rowerów, uliczne sklepiki – musieliśmy szybko przechodzić, bo smród był okropny :]




Sprzedaż owoców prosto z samochodu!

W cieplejsze dni – kurz to było utrapienie wszystkich!!




Pogawędka Panów na środku skrzyżowania – to się tylko w Chinach może zdarzyć ;)

Z dostawą towaru:


Potem zobaczyliśmy pagodę i Longua Temple, ale to w następnej części:)
wtorek, 27 stycznia 2009
Ulubione cytaty Woodego Allena
Wróciłam dzisiaj sobie do moich ulubionych cytatów Woodego Allena. Moje dzieci czytają ten blog, więc dlatego zamieszczam wybrane cytaty ;) Oraz dodatkowo zdjęcia ogni sztucznych z wesela Pauliny i Marcina, z dedykacja dla nich i dla mojej kochanej Miśki :)

"Achilles miał tylko piętę Achillesa. Ja mam całe ciało Achillesa."
"Powiedział, ze przypominam mu jego zmarłą żonę. Oby z czasów, kiedy jeszcze żyła."
"Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać "Wojnę i pokój" w dwadzieścia minut. To jest o Rosji."
"Nieśmiertelność jest bardzo łatwa do osiągnięcia. Wystarczy nie umierać".
"Ja i mój były mąż zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Należało spojrzeć po raz drugi..."
"Zostałem wyrzucony z uczelni na pierwszym roku studiów, za ściąganie podczas egzaminów z metafizyki. No wiesz, zajrzałem w głąb duszy chłopaka siedzącego obok mnie."
"Uważają mnie za intelektualistę, ponieważ noszę okulary, a moje filmy za wartościowe, bo... trzeba do nich dopłacać."
"Mężczyznę można "wykastrować" jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem."
"-Kto z was jest szefem, ty czy mama?
-Ja jestem szefem. Mama tylko podejmuje decyzje. "
"Co zrobisz gdy ktoś ci przystawi nóż do szyi a ty akurat dostaniesz czkawki?"
"Jestem tak podekscytowany, że chyba umyje dzisiaj wszystkie zęby."
"-Co robisz w sobotę wieczorem?
-Popełniam samobójstwo!
-Hmm...w takim razie co powiesz na piątek wieczorem."
"Wierzę, że tam w górze jest coś, co czuwa nad nami. Niestety, jest to rząd."
"Są gorsze rzeczy od smierci. Czy zdarzyło ci się spędzić wieczór z sprzedawcą polis ubezpieczeniowych?"
"Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją"
"Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ"
"-A co jeżeli, rzeczywistość tak naprawdę jest iluzją i nic nie istnieje?
-Cóż, w takim razie zdecydowanie przepłaciłem mój nowy dywan."
"Pani mąż, nie wiem, może się powiesił, ale skoro była pani jego żoną, wcale się temu nie dziwię".

"Achilles miał tylko piętę Achillesa. Ja mam całe ciało Achillesa."
"Powiedział, ze przypominam mu jego zmarłą żonę. Oby z czasów, kiedy jeszcze żyła."
"Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać "Wojnę i pokój" w dwadzieścia minut. To jest o Rosji."
"Nieśmiertelność jest bardzo łatwa do osiągnięcia. Wystarczy nie umierać".
"Ja i mój były mąż zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Należało spojrzeć po raz drugi..."
"Zostałem wyrzucony z uczelni na pierwszym roku studiów, za ściąganie podczas egzaminów z metafizyki. No wiesz, zajrzałem w głąb duszy chłopaka siedzącego obok mnie."
"Uważają mnie za intelektualistę, ponieważ noszę okulary, a moje filmy za wartościowe, bo... trzeba do nich dopłacać."
"Mężczyznę można "wykastrować" jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem."
"-Kto z was jest szefem, ty czy mama?
-Ja jestem szefem. Mama tylko podejmuje decyzje. "
"Co zrobisz gdy ktoś ci przystawi nóż do szyi a ty akurat dostaniesz czkawki?"
"Jestem tak podekscytowany, że chyba umyje dzisiaj wszystkie zęby."
"-Co robisz w sobotę wieczorem?
-Popełniam samobójstwo!
-Hmm...w takim razie co powiesz na piątek wieczorem."
"Wierzę, że tam w górze jest coś, co czuwa nad nami. Niestety, jest to rząd."
"Są gorsze rzeczy od smierci. Czy zdarzyło ci się spędzić wieczór z sprzedawcą polis ubezpieczeniowych?"
"Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją"
"Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ"
"-A co jeżeli, rzeczywistość tak naprawdę jest iluzją i nic nie istnieje?
-Cóż, w takim razie zdecydowanie przepłaciłem mój nowy dywan."
"Pani mąż, nie wiem, może się powiesił, ale skoro była pani jego żoną, wcale się temu nie dziwię".
niedziela, 25 stycznia 2009
Ponownie coś optymistycznego !!
Kolejne z serii optymistycznej. Jest już na tym blogu filmik - tańczący wielu krajach wspaniały Matt Harding, kolejny z filmikiem "Smile" oraz z piosenką z Monty Pythona, aby zawsze patrzeć na jasną stronę życia. Kto nie widział to zapraszam serdecznie!
środa, 21 stycznia 2009
Chiny cz.III - wypad do Centrum Szanghaju
Przepraszam za opóźnienie w relacji z Szanghaju, ale trochę się podłamałam tym skasowanym postem. Może teraz mi się również uda ciekawie napisać.
Mieszkaliśmy z daleka od centrum Szanghaju ( odległość porównywalna jak z Chrzanowa do Krakowa), więc musieliśmy się trochę natrudzić, aby jak najwięcej ciekawych rzeczy zobaczyć w Szanghaju. Ale warto było, bo dzięki temu, jest co wspominać teraz :)
A więc po kolei:
Mieliśmy pierwszy raz do centrum autobusem – wsiadamy na jednym przystanku, wysiadamy na ostatnim – zorientujemy się jak zostaniemy sami w autobusie, a kierowca dalej nie jedzie ;) Łatwe – prawda? I poszło nam znakomicie!
w każdym autobusie jest Pani, które sprzedaje bilety, kontroluje cos na zasadzie naszych "biletów miesiacznych i podczas jazdy podchodzi do kazdego, a potem z tym "biletem miesiecznym" podchodzi do specjalnego czytnika.





Marta zajęła się uwiecznianiem pięknych chwil na video:


Widok na miasto, nie specjalizuje się w takich zdjęciach, tylko głównie ludzi fotografuję ( wiem - monotematyczna jestem, ale nic nie poradzę na to ;)







Nawet w Centrum zwracaliśmy na siebie uwagę Chińczyków, szczególnie dzieciaczki:


I oczywiście zdjęcia pamiątkowe, nawet ja na jednym jestem uwieczniona:






Największa adrenalina była przy przejściu przez ulicę na pasach i na zielonym świetle! Kierowcy trąbią na ludzi, którzy muszą uciekać, albo przepuszczać samochody. Nawet my to doświadczyliśmy wiele razy! Np. jeden samochód przed nami, a drugi za nami przejechał w tym samym czasie, a my musimy stać jak trusie :] Na szczęście zawsze udało nam się szczęśliwie dotrzeć na drugą stronę ulicy! Przyjechałam do Polski, a tutaj ciągle się zatrzymują i mnie przepuszczają na pasach – niezła odmiana :)




moje ulubione zdjęcie:

i trochę fotografii ludzi - jakże by mogło być inaczej!!:





W następnym poście podróż metrem, trochę fotografii ludzi oraz wizyta w Longhua Temple. Każdego, kto ma czas i ochotę, serdecznie zapraszam!!
Mieszkaliśmy z daleka od centrum Szanghaju ( odległość porównywalna jak z Chrzanowa do Krakowa), więc musieliśmy się trochę natrudzić, aby jak najwięcej ciekawych rzeczy zobaczyć w Szanghaju. Ale warto było, bo dzięki temu, jest co wspominać teraz :)
A więc po kolei:
Mieliśmy pierwszy raz do centrum autobusem – wsiadamy na jednym przystanku, wysiadamy na ostatnim – zorientujemy się jak zostaniemy sami w autobusie, a kierowca dalej nie jedzie ;) Łatwe – prawda? I poszło nam znakomicie!
w każdym autobusie jest Pani, które sprzedaje bilety, kontroluje cos na zasadzie naszych "biletów miesiacznych i podczas jazdy podchodzi do kazdego, a potem z tym "biletem miesiecznym" podchodzi do specjalnego czytnika.





Marta zajęła się uwiecznianiem pięknych chwil na video:


Widok na miasto, nie specjalizuje się w takich zdjęciach, tylko głównie ludzi fotografuję ( wiem - monotematyczna jestem, ale nic nie poradzę na to ;)







Nawet w Centrum zwracaliśmy na siebie uwagę Chińczyków, szczególnie dzieciaczki:


I oczywiście zdjęcia pamiątkowe, nawet ja na jednym jestem uwieczniona:






Największa adrenalina była przy przejściu przez ulicę na pasach i na zielonym świetle! Kierowcy trąbią na ludzi, którzy muszą uciekać, albo przepuszczać samochody. Nawet my to doświadczyliśmy wiele razy! Np. jeden samochód przed nami, a drugi za nami przejechał w tym samym czasie, a my musimy stać jak trusie :] Na szczęście zawsze udało nam się szczęśliwie dotrzeć na drugą stronę ulicy! Przyjechałam do Polski, a tutaj ciągle się zatrzymują i mnie przepuszczają na pasach – niezła odmiana :)




moje ulubione zdjęcie:

i trochę fotografii ludzi - jakże by mogło być inaczej!!:





W następnym poście podróż metrem, trochę fotografii ludzi oraz wizyta w Longhua Temple. Każdego, kto ma czas i ochotę, serdecznie zapraszam!!
wtorek, 13 stycznia 2009
I znowu coś optymistycznego!
Marcin Bittner to poszukiwacz ciekawych fimikow na youtube. dzisiaj dostałam od niego link do tego zabawnego filmiku "Where the Hell is Matt? ". Uwielbiam ten filmik !!! Podroz zajela 14 miesiecy, podczas ktorych Matt odwiedzil 42 kraje. zalecane ogladac w jakosci HD :)
Coś optymistycznego - piosenka i film :)
Wczoraj umiesciłam post - cz.III z Chin, ale niestety mi się wykasował - nie wiem jakim cudem:]
dzisiaj zamiast relacji z Chin - swietna piosenka do posłuchania Monty Pythona, aby zawsze patrzeć na jasną stronę życia, z której zacytuję jeden fragment:
zacytuje:
"If life seems jolly rotten, There's something you've forgotten, And that's to laugh, and smile, and dance, and sing"
co na polski mniej wiecej znaczy:
"Jeśli życie wydaje się zgniłe, to znaczy, że zapomniałeś,
żeby sie się śmiać i uśmiechać i tańczyć i śpiewać"
oraz film, który mój kolega Marcin Bittner znalazł na youtube. Przyjemnego oglądania!
Do komentowania już nie zachęcam, ale zawsze mi miło czytać Wasze komentarze :)
dzisiaj zamiast relacji z Chin - swietna piosenka do posłuchania Monty Pythona, aby zawsze patrzeć na jasną stronę życia, z której zacytuję jeden fragment:
zacytuje:
"If life seems jolly rotten, There's something you've forgotten, And that's to laugh, and smile, and dance, and sing"
co na polski mniej wiecej znaczy:
"Jeśli życie wydaje się zgniłe, to znaczy, że zapomniałeś,
żeby sie się śmiać i uśmiechać i tańczyć i śpiewać"
oraz film, który mój kolega Marcin Bittner znalazł na youtube. Przyjemnego oglądania!
Do komentowania już nie zachęcam, ale zawsze mi miło czytać Wasze komentarze :)
piątek, 9 stycznia 2009
Chiny - cz.II zainteresowanie Chińczyków :)
dzień drugi :)
Nasi mężowie w pracy, a my z Martą i z dziećmi poszłyśmy na spacer nad morze.
Pogoda nam dopisywała – było ciepło, tylko wszędzie unoszący się kurz. Ale i tak nam się podobało. Wbudzaliśmy spore zainteresowanie mieszkańców Szanghaju. Dwie kobiety z czwórką dzieci – to jest ciekawostka na ulicach dzielnicy, w której mieszkaliśmy. Niestety w Chinach jest ograniczenie dotyczące liczby dzieci i można mieć tylko jedno na małżeństwo. Ci, którzy chcą następne dziecko, muszę płacić wysoki podatek. Nie wszystkich na taki luksus, jakim jest posiadanie drugiego dziecka, stać.






.JPG)
Wszędzie pełno rowerów. Są to stare, zardzewiałe rowery, które u nas już dawno zagościły na śmietnikach. A W Szanghaju ciągle takie rowery w użytku :)
A propo wyrazu „rower”. Dla Chińczyków ciężkie ( niemożliwe) do wymówienia jest „R”, a na słysząc słowo rower, otrzepują się ;)


Fotografując uderzyłam w wystający z chodnika słupek. Dopiero po godzinie czasu odważyłam się zerknąć na ranę :D

Jedzonko po chińsku:) zupa nie przypominała naszej zupy – była to woda bez dodatku przypraw, tylko z kapustą. Na szczęście dostaliśmy ją za darmo, więc nie było żalu jej zostawić na talerzu ;) Nam z Martą smakowało jedzonko, dzieci tez coś znalazły dobrego dla siebie.

W kolejnym poście – nasza wyprawa do Centrum Szanghaju. Serdecznie zapraszam do oglądania i komentowania.
Nasi mężowie w pracy, a my z Martą i z dziećmi poszłyśmy na spacer nad morze.
Pogoda nam dopisywała – było ciepło, tylko wszędzie unoszący się kurz. Ale i tak nam się podobało. Wbudzaliśmy spore zainteresowanie mieszkańców Szanghaju. Dwie kobiety z czwórką dzieci – to jest ciekawostka na ulicach dzielnicy, w której mieszkaliśmy. Niestety w Chinach jest ograniczenie dotyczące liczby dzieci i można mieć tylko jedno na małżeństwo. Ci, którzy chcą następne dziecko, muszę płacić wysoki podatek. Nie wszystkich na taki luksus, jakim jest posiadanie drugiego dziecka, stać.

Wszędzie pełno rowerów. Są to stare, zardzewiałe rowery, które u nas już dawno zagościły na śmietnikach. A W Szanghaju ciągle takie rowery w użytku :)
A propo wyrazu „rower”. Dla Chińczyków ciężkie ( niemożliwe) do wymówienia jest „R”, a na słysząc słowo rower, otrzepują się ;)
Fotografując uderzyłam w wystający z chodnika słupek. Dopiero po godzinie czasu odważyłam się zerknąć na ranę :D
Jedzonko po chińsku:) zupa nie przypominała naszej zupy – była to woda bez dodatku przypraw, tylko z kapustą. Na szczęście dostaliśmy ją za darmo, więc nie było żalu jej zostawić na talerzu ;) Nam z Martą smakowało jedzonko, dzieci tez coś znalazły dobrego dla siebie.
W kolejnym poście – nasza wyprawa do Centrum Szanghaju. Serdecznie zapraszam do oglądania i komentowania.
Etykiety:
Chiny,
fotografia,
Szanghaj,
wyjazd,
zdjęcia
Chiny - cz.I poczatek wyprawy :)
Miałam ostatnio szczęście odwiedzić z dziećmi tak piękny kraj jakim są Chiny. To była podróż naszego życia, potem będą, mam nadzieję, kolejne takie podróże. W podróż trwającą w jedną stronę 24 godziny wybraliśmy się samochodem z Krakowa do Warszawy, aby samolotem dostać się do Zurichu, a stamtąd do Szanghaju.


Linie lotnicze Swiss, którymi mieliśmy okazję podróżować, można spokojnie polecić na tak długie podróże. Każdy z pasażerów miał swój telewizorek, dzięki czemu podróż upłynęła pełna rozrywek: mnóstwo filmów do wyboru, mp3 i wideoklipów, gier, albo na bieżąco możno było śledzić, m.in. jak szybko lecimy, gdzie aktualnie jesteśmy, ile już lecimy i ile pozostało do końca lotu. Z lotniska jeszcze nas czekała podróż autobusem do hotelu.

Po takiej podróży cały dzień przespaliśmy. Dopiero obudziliśmy się na powrót z pracy Piotrusia :)

pierwsze zdjęcia w windzie, pierwszy spacer i pierwsza kolacja w restauracji. Lekcja używania pałeczek do jedzenia :)
.JPG)

Linie lotnicze Swiss, którymi mieliśmy okazję podróżować, można spokojnie polecić na tak długie podróże. Każdy z pasażerów miał swój telewizorek, dzięki czemu podróż upłynęła pełna rozrywek: mnóstwo filmów do wyboru, mp3 i wideoklipów, gier, albo na bieżąco możno było śledzić, m.in. jak szybko lecimy, gdzie aktualnie jesteśmy, ile już lecimy i ile pozostało do końca lotu. Z lotniska jeszcze nas czekała podróż autobusem do hotelu.
Po takiej podróży cały dzień przespaliśmy. Dopiero obudziliśmy się na powrót z pracy Piotrusia :)
pierwsze zdjęcia w windzie, pierwszy spacer i pierwsza kolacja w restauracji. Lekcja używania pałeczek do jedzenia :)
Etykiety:
Chiny,
fotografia,
Szanghaj,
wyjazd,
zdjęcia
niedziela, 13 lipca 2008
Miałam na tym blogu pisać o sprawach osobistych, moich przemyśleniach. Po nocnych przygodach z 13,07,08 właśnie zaczynam to robić. To co mnie w nocy wtedy spotkało, mogło mi się nie przydarzyć, gdyby posłuchała swojej intuicji, to co mi podpowiada podświadomość.
Porównuje to do przypowieści o mężczyźnie, który utonął mimo, że by go uratowano, gdyby tylko przyjął pomoc. Napiszę w skrócie – była powódź, mężczyzna siedzi na dachu swojego domu. Podpłynęła jedna łódź ratunkowa – odesłał ją, mówiąc, że jest wierzący i Bóg go uratuje. Drugą łódź i helikopter też odprawił. Utonął. Trafił do nieba, jeszcze ociekający wodą idzie do Boga z pretensjami, że go nie uratował, a on tak w niego wierzył. Na to mu Bóg mówi: a kto Ci wysłał dwie łodzie i helikopter?
Wracałam z wesela Sylwii i Jarka . Wybrałam inną drogę niż mi podpowiadała podświadomość – pierwsza myśl, żeby jechać autostradą , ale sobie pomyślałam, że przez Krzeszowice nie powinno być dużo dłużej, bo puste drogi o takiej późnej porze. Jechałam i w któryś momencie cały czas jeden samochód jechał ciągle za mną – jechałam jak na mnie wolno, bo coś nie chciałam się spotkać tej nocy z policją i poustawianych było mnóstwo fotoradarów na trasie. Intuicja mi podpowiadała, aby zjechać na zajezdnie autobusów w Młoszowej, aby już nie jechał ten samochód za mną Pomyślałam, że to głupie i jechałam dalej. W Chrzanowie miałam 5 minut do domciu i pomyślałam sobie, że niedługo przytulę się do podusi. Dojeżdżam do czerwonych świateł i myśl - nie zatrzymuj się, jedz dalej. Jednak się zatrzymałam, niestety samochód, jadący za mną, się nie zatrzymał. Ponad 1,5 godziny spędziliśmy załatwiając sprawy dotyczące kolizji. Chłopaczek zrobił przysługę kolegom i koleżankom i pojechał po nich na imprezę.
Ale wracając do sedna tego postu, to uważam, że warto słuchać swojej intuicji, podświadomości – ja nie posłuchałam, choć kilka razy miałam podpowiedzi, abym zrobiła inaczej.
Czy też Was spotykają podobne sytuacje?
Porównuje to do przypowieści o mężczyźnie, który utonął mimo, że by go uratowano, gdyby tylko przyjął pomoc. Napiszę w skrócie – była powódź, mężczyzna siedzi na dachu swojego domu. Podpłynęła jedna łódź ratunkowa – odesłał ją, mówiąc, że jest wierzący i Bóg go uratuje. Drugą łódź i helikopter też odprawił. Utonął. Trafił do nieba, jeszcze ociekający wodą idzie do Boga z pretensjami, że go nie uratował, a on tak w niego wierzył. Na to mu Bóg mówi: a kto Ci wysłał dwie łodzie i helikopter?
Wracałam z wesela Sylwii i Jarka . Wybrałam inną drogę niż mi podpowiadała podświadomość – pierwsza myśl, żeby jechać autostradą , ale sobie pomyślałam, że przez Krzeszowice nie powinno być dużo dłużej, bo puste drogi o takiej późnej porze. Jechałam i w któryś momencie cały czas jeden samochód jechał ciągle za mną – jechałam jak na mnie wolno, bo coś nie chciałam się spotkać tej nocy z policją i poustawianych było mnóstwo fotoradarów na trasie. Intuicja mi podpowiadała, aby zjechać na zajezdnie autobusów w Młoszowej, aby już nie jechał ten samochód za mną Pomyślałam, że to głupie i jechałam dalej. W Chrzanowie miałam 5 minut do domciu i pomyślałam sobie, że niedługo przytulę się do podusi. Dojeżdżam do czerwonych świateł i myśl - nie zatrzymuj się, jedz dalej. Jednak się zatrzymałam, niestety samochód, jadący za mną, się nie zatrzymał. Ponad 1,5 godziny spędziliśmy załatwiając sprawy dotyczące kolizji. Chłopaczek zrobił przysługę kolegom i koleżankom i pojechał po nich na imprezę.
Ale wracając do sedna tego postu, to uważam, że warto słuchać swojej intuicji, podświadomości – ja nie posłuchałam, choć kilka razy miałam podpowiedzi, abym zrobiła inaczej.
Czy też Was spotykają podobne sytuacje?
środa, 21 maja 2008
Komunia Anitki
11 maja w kościele Św. Barbary w Libiążu do komunii przystępowała Anitka - chrzestnica mojego męża. Najpierw było bardzo słonecznie, a jak dzieci po uroczystości wyszły z kościoła, to zaczął padać deszcz. Jednak humory wszystkim dopisały, co zresztą widać na zdjęciach zrobionych przez mojego zdolnego męża :)


















poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Grill Party :)
Nareszczie udało się znaleźć czas na małe grillowe u naszych przyjaciół Ani i Tomka, a do tego pogoda dopisała!! Uwielbiam taką pogodę!! Dwie sympatyczne dziewczyny: Ania z Jolusia, której w zeszłym roku towarzyszyłam z aparatem na chrzcinach, teraz sporo podrosła :)


Krzysiu z Sebastiankiem bawili się dinozaurami, podczas gdy Ania walczyła z rozpaleniem grilla:)



Ania złapała żabkę, zawsze to jakieś szanse na nowego królewicza ;)



i ja mam kilka zdjęć podczas ataku dzieci zrobi :):)

Wreszcie obudziła się Jolusia - chyba poczuła zapach grilla :):)


Zanim grill był gotowy pojechałyśmy sobie z Anią na przejażdżkę jej kabrioletem, który zamierza wynajmować dla wyjątkowo szalonych Par ( Pan Młody jako kierowca, a Panna Młoda z rozwianym welonem, albo Ania w roli kierowcy - czad!! ) P.s. ponad 10 lat temu do ślubu mnie i mojego męża wiozła kobieta :)


dzieci też miały swój czas na przejażdżkę i potem miały mnóstwo wrażeń !!


Grilla pilnował Tomek z Piotrkiem ( oczywiście po zakończeniu oglądania F1;) )



Musztarda całkiem przypadkiem przypominała z wyglądu różę :)




Moja kochana rodzinka :)


oraz rodzinka Ani :)


Było super, małe oderwanie od pracy i problemów, które ostatnio mocno się namnożyły ( najbardziej smutnym wydarzeniem jest złamanie nogi przez moją 87letnią babcię, która mieszka razem z nami. Na szczęście jest już lepiej po operacji i jutro babcia wróci do nas do domu. Teraz tylko ćwiczenia, aby mogła sama się poruszać po domu)
Kochani było wspaniale i do następnego spotkania !!


Krzysiu z Sebastiankiem bawili się dinozaurami, podczas gdy Ania walczyła z rozpaleniem grilla:)



Ania złapała żabkę, zawsze to jakieś szanse na nowego królewicza ;)



i ja mam kilka zdjęć podczas ataku dzieci zrobi :):)

Wreszcie obudziła się Jolusia - chyba poczuła zapach grilla :):)


Zanim grill był gotowy pojechałyśmy sobie z Anią na przejażdżkę jej kabrioletem, który zamierza wynajmować dla wyjątkowo szalonych Par ( Pan Młody jako kierowca, a Panna Młoda z rozwianym welonem, albo Ania w roli kierowcy - czad!! ) P.s. ponad 10 lat temu do ślubu mnie i mojego męża wiozła kobieta :)


dzieci też miały swój czas na przejażdżkę i potem miały mnóstwo wrażeń !!


Grilla pilnował Tomek z Piotrkiem ( oczywiście po zakończeniu oglądania F1;) )



Musztarda całkiem przypadkiem przypominała z wyglądu różę :)




Moja kochana rodzinka :)


oraz rodzinka Ani :)


Było super, małe oderwanie od pracy i problemów, które ostatnio mocno się namnożyły ( najbardziej smutnym wydarzeniem jest złamanie nogi przez moją 87letnią babcię, która mieszka razem z nami. Na szczęście jest już lepiej po operacji i jutro babcia wróci do nas do domu. Teraz tylko ćwiczenia, aby mogła sama się poruszać po domu)
Kochani było wspaniale i do następnego spotkania !!
wtorek, 25 marca 2008
Spotkanie klasowe z podstawówki
W dniu 24 marca 2008 zorganizowaliśmy spotkanie klasowe. Niestety wiele osób nie dało radę dotrzec, ale i tak było super!! Spotkanie zaczęło się o 18, a do domów rozeszliśmy się o północy :)
opowiem spotkanie za pomocą zdjęć
Cała wczorajsza ekipa w komplecie ( z wyjątkiem mnie :D )


Ela, Kasia, Marcin, Agata i nad nimi czuwa Jarek :)

Ania wpatrzona w obiektyw, obok Aneta.

Krzysiek i Marcin

Kasia z papieroskiem, obok Agata :)


Łukasz

Jarek - siedziałam z nim w jednej ławce, a w tamtym roku fotografowałam na jego ślubie :)

Marcin zawsze potrafił się odwdzięczyć za pomoc na sprawdzianach:) i jak to mówią: Warto pomagać innym!! ;)

Przewodnicząca naszej klasy - Aneta :)

Ela z Marcinem.
Wyżerka - wielka przepyszna pizza!!





wszystko zostało zjedzone :)

Było świetnie, szybko nam czas zleciał na wspomnieniach czasów szkolnych!! Kto komu dokuczał, których najbardziej, a których najmniej lubialiśmy nauczycieli. Fajne to były czasy !!
dziękuję Wam za mile spędzony czas!! Kiedy następne spotkanie planujemy?? ;)
I slideshow w wersji czarnobiałej :) klikając na głośnik, włączycie sobie muzykę, która uprzyjemni oglądanie zdjęć :)
opowiem spotkanie za pomocą zdjęć
Cała wczorajsza ekipa w komplecie ( z wyjątkiem mnie :D )


Ela, Kasia, Marcin, Agata i nad nimi czuwa Jarek :)

Ania wpatrzona w obiektyw, obok Aneta.

Krzysiek i Marcin

Kasia z papieroskiem, obok Agata :)


Łukasz

Jarek - siedziałam z nim w jednej ławce, a w tamtym roku fotografowałam na jego ślubie :)

Marcin zawsze potrafił się odwdzięczyć za pomoc na sprawdzianach:) i jak to mówią: Warto pomagać innym!! ;)

Przewodnicząca naszej klasy - Aneta :)

Ela z Marcinem.
Wyżerka - wielka przepyszna pizza!!





wszystko zostało zjedzone :)

Było świetnie, szybko nam czas zleciał na wspomnieniach czasów szkolnych!! Kto komu dokuczał, których najbardziej, a których najmniej lubialiśmy nauczycieli. Fajne to były czasy !!
dziękuję Wam za mile spędzony czas!! Kiedy następne spotkanie planujemy?? ;)
I slideshow w wersji czarnobiałej :) klikając na głośnik, włączycie sobie muzykę, która uprzyjemni oglądanie zdjęć :)
Pierwszy post
Mam już jednego bloga www.agacudak.blogspot.com , ale tamten blog jest moim blogiem zawodowym. Tutaj chciałam troche napisac o sobie, o moich bliskich, o znajomych, o przyjaciołach.
Mam zamiar zamieszczać ulubione myśli, cytaty.
Zapraszam serdecznie !!
Mam zamiar zamieszczać ulubione myśli, cytaty.
Zapraszam serdecznie !!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
